niedziela, 29 kwietnia 2012
Rozdział 3.
- Słucham?! - Eva była wykończona.
- Nic.
- JAK NIC?! Ty.. Ty mnie kochasz? Po 9, w sumie jakiejś 3 godzinnej znajomości?!
Dave nie odpowiedział. Eva wybiegła z pokoju, chłopak za nią.
- Ejj. Stój!
- Zostaw mnie.
- Posłuchaj mnie chociaż. Rozumiem, że źle to przyjęłaś, ale uwierz mi. Nikogo nie darzyłem takim uczuciem!
- Nie.. Nie rozumiesz.
- Boże, kocham cię. Musisz mi uwierzyć!
- Jak?! Było świetnie, super, kochaliśmy się i? I co? Kochasz mnie bo dobrze mnie pierdolić?!
- Nie. Jesteś po prostu taka....
- Jaka? Nie było momentu w którym byłam dla ciebie miła. Niby skąd to uczucie? Skąd jak nie z wczorajszego seksu?
- Eh. Poczekam aż zrozumiesz, no chyba że się w kimś zakochasz innym. Trudno. Kocham cię i tak łatwo nie odpuszczę.
/Eva/
Boże, to nie może być prawda. Nie zabezpieczaliśmy się, nie znam go, on mnie kocha, BOŻE... Nie mogę tak! Nie mogę mu zaufać, bo poprzedni partnerzy mnie zwyczajnie wykorzystali. Perfidnie. Seks, miłość. Wow... Zdrada. Nie, dzięki - już mi nie jesteś potrzebna. Nie no super. Kolejny. Boże ja go chyba naprawdę kocham - " Nie chcę z tobą być, już nie mam na ciebie 'fazy' , znikaj" Ile łez wylałam.. A ile krwi? W sumie skończyłam z żyletkami, ale jak okaże się że jestem w ciąży, powrócą. Wzięłam ze sobą zapas, bo pomyślałam, że mogą się przydać. Na razie uciekam. Boję się, po prostu się boję.
---
Wzięłam torby i opuściłam budynek. Wsiadłam do taksówki. Tak, płakałam. No bo co innego miałam robić? Chciałam wyjechać jak najdalej od tego miejsca. Wynajęłam pokój w niedrogim hotelu, usiadłam na łóżku i zadzwoniłam do mamy.
...
- Córciu?
- Hej mamo..
- Jezuu żyjesz.! Boże kochanie!
- Też się cieszę. Dojechałam jakieś 4 godziny temu, ale nie dzwoniłam, przepraszam.
- Nic się nie stało! A hotel? Dostałaś na to dosyć dużo pieniędzy.. Drogi jakiś?
- Mamoo.. Nie , nie jest jakiś nadzwyczajnie drogi. 3-gwiazdkowy, pokój 100 dolarów noc.
- TANIOCHA. A co robisz?
Zaśmiałam się.
- Nic mamo. Ale może pójdę się pociąć.
- CO?!
- Nic mamo. Papa.
Mamie mówiłam wszystko, ponieważ... Była starsza ode mnie tylko o 16 lat. I nie, nie dlatego, że urodziła jako nastolatka itp, itd. Jestem adoptowana, ale nic nie zmieni do niej mojego nastawienia. Zawsze będę ją nazywać mamą, zawsze będę ją traktować.
- Kochanie. Rozumiem, jakieś problemy, ale nie rób sobie krzywdy. Po co sobie niszczyć życie? Co się stało?
- Poznałam w samolocie chłopaka.
- Oh, no tak..
- Przystawiał się do mnie, pocałował, wynajął razem mieszkanie i .. I tak..
- Przespaliście się?
- ... No .. No tak.. Ale ja naprawdę nie chciałam.. To przez te zerwania coś mnie wzięło.. I.. Ja nie chciałam. - rozpłakałam się.
- Zabezpieczaliście się?
- Mamo, on powiedział, że mnie kocha.
- Zabezpieczaliście się? - nie odpowiedziałam. - Żartujesz? Nie zabezpieczaliście się? - Słyszałam poddenerwowanie.
- Nie. - rozłączyłam się.
Mama cały czas się do mnie dodzwaniała, ja jednak nie chciałam rozmawiać.
Pojechałam do jakiegoś parku - ochłonąć. Miałam spędzić tutaj najlepsze wakacje.
- Można?
- Tak, siadaj.
- Coś się stało?
- Nic.
- Coś się stało.
- Nie nic.
- To jest głupia rozmowa, powiedz jak coś się stało, z chęcią wysłucham. - to była dziewczyna. Na oko rówieśniczka, może starsza.
- Kłopoty.. Może kłopoty.
- Związek?
- W pewnym sensie...
- Seks?
- Już bardziej..
- Chyba rozumiem. Nina jestem - dziewczyna wyciągnęła rękę.
- Eva. - uśmiechnęłam się.
- Idziesz do kawiarni? Też muszę ochłonąć.
Zgodziłam się. Wystarczyły 3 godziny, aby znaleźć z nią wspólny język. Miała podobne problemy do mnie. Przynajmniej jeśli chodzi o związki. Też była wykorzystywana i na jakiś czas postanowiła nie angażować się w żadne kolejne. Wymieniłyśmy się numerami i uzgodniłyśmy, że będziemy się codziennie spotykać. Ona przynajmniej nie zaciągnie mnie do łóżka, a chyba naprawdę ją lubię.
Następnego dnia po raz kolejny udałam się do parku. Było pełno ludzi, mało miejsca i w ogóle masakra. Przysiadłam się do jakiegoś kolesia.
- O Boże, Eva.
Zdziwiłam się. Jedynym chłopakiem w tej okolicy, który znał moje imię był.. Nie.. Nie no błagam.
- Dawno cię nie widziałem.
- Bodajże dwa dni. - parsknęłam.
- Wiesz, że cię kocham?
- Domyślam się.
- A ty?
- Czegoś ode mnie wymagasz?
- Odpowiedzi jedynie. Odrzucenie nie wchodzi w grę.
- No trudno. Co mam ci powiedzieć? Że cię kocham? Nie lubię okłamywać ludzi.
- Pamiętaj. Nie odpuszczę.
Zadzwonił telefon - Nina. Odebrałam i umówiłam się z nią do kina. Postanowiłam nie myśleć o Dave'ie, ale ta jego twarz przysłaniała mi wszystko. Może mi się podobał?
Kurde, nie no!
----------------------------------------------------------------------------
I jak? W kolejnych rozdziałach będzie się więcej działo. Piosenka jakiej słuchałam? Use Somebody ♥ . PAMIĘTAJCIE! Informacje o bohaterach TUTAJ.
Do następnego! ♥
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
Rozdział 2.
- Halo? Czy ty może do Londynu lecisz?
- Jak to.. Ja żyję?
- Emm.. Przepraszam, jest pani na lotnisku i niedługo
ostatni samolot odlatuję. Domyślam się że pani.
- O Boże. Tak, tak to mój.! Dziękuję, że pan mnie obudził. :)
/w samolocie/
Eva usiadła w swoim rzędzie, miejsce miała obok chłopaka,
wyglądającego na rówieśnika.
- Siema. – zagadał chłopak.
- Ehe. – dziewczyna pokiwała głową.
- Pierwszy raz samolotem?
- Nie, nie pierwszy.
- Uhh. Szkoda. Myślałem, że będziesz się bała i się
przytulisz..
- Daruj sobie te zaloty. – parsknęła Eva.
Wystartowali. Dziewczyna, aby nie czuć strachu momentalnie
zasnęła. Obudziła się na ramieniu chłopaka.
- Jezus. Co ja robię.? – rozwścieczona zapytała zaspanym
głosem.
Chłopak tylko się uśmiechnął. Eva natychmiast się podniosła.
- Przy okazji jestem Dave. – wyciągnął rękę.
- Eva. – przywitała się.
Przez ułamek sekundy patrzyli sobie prosto w oczy.
- Śliczne masz oczy.
- Mówiłam, daruj sobie te zaloty.
- Masz chłopaka?
- Nie.
- No więc?
- No więc?
- …
- …
Dave zbliżył się do dziewczyny i czule pocałował. Światełko
zapaliło się.
- Zapnij pasy, lądujemy ;) – uśmiechnął się zalotnie. Eva
odwzajemniła uśmiech, jednak po chwili uderzyła go z tzw. ‘liścia’.
- Nie pozwalaj sobie.
– parsknęła, po czym zapięła pasy.
Wylądowali. Dave pomógł Evie wyjąć torbę z szafki.
- Poradzę sobie..
- Chyba nie – odpowiedział, po czym pocałował ją w policzek.
- Ja pierdolę…
- Ty pierdolisz..?
- A żebyś wiedział.
- Ja cię mogę pierdolić.
- Nie, SORY ZBOKU.
- Śliczna jesteś .
- Dzięki, ale nie będziesz moim chłopakiem. – Eva uśmiechnęła
się arogancko.
- Gdzie masz hotel?
- Niedaleko.
- …
- Coś tam paper.
- E no tak. Bo ja to wiem.
- Wallpaper chyba.
- O. Zajebiście się składa.
- Nie.. Błagam nie..
- O no chyba tak. Bierzemy razem pokój?
- Porąbało?
- Nie do końca. – chłopak wziął walizkę Evy i zaczął biec w stronę
hotelu.
- Stój! STÓJ! Wezwę policję i oskarżę o kradzież! Stój! –
Dziewczyna nie mogła go dogonić, potknęła się o kamień i upadła. – SZLAK BY TO
TRAFIŁ. KURNA NO.
- Nic ci się nie stało?
- Nie. Twoja wina.
- Ja nie postawiłem tu tego kamienia, ani nie spłodziłem
takiej cioty. – uśmiechnął się. Eva popatrzyła na niego z miną ‘Zaraz cię
zabiję, jak mi nie pomożesz wstać dojdzie do tego szybciej’ ;p
Chłopak podniósł dziewczynę, po czym namiętnie pocałował ją
w usta. Dziewczyna nie wyrywała się.
Doszli do hotelu.
- Nienawidzę cię. – parsknęła Eva.
- Też cię kocham. – uśmiechnął się. – Pokój dwuosobowy
poproszę.
- NIE. CHWILA. DWA JEDNOOSOBOWE. – Dave zatkał jej usta
ręką.
- Moja prośba dalej aktualna – pokój dwuosobowy.
- Niestety są tylko z jednym dwuosobowym łóżkiem. –
zaproponowała recepcjonistka
- Może być.. – odpowiedział.
Eva krzyczała i się wyrywała, ale nikt nie mógł jej
zrozumieć.
Dostali klucze i doszli do swojego pokoju. Eva rzuciła się
na łóżko, za nią Dave.
- Złaź stąd. Śpisz na podłodze. – Chłopak jednak zaczął ją namiętnie
całować.
Powoli rozpinał jej koszulkę. Dziewczyna zaczęła robić to
samo. Całowali się bez umiaru, Eva nie zaprzeczała. Dave rozpiął jej stanik.
Pieścił w dłoniach jej piersi. Sprawnym ruchem zdjęli spodnie, zerwali z siebie
majtki. Wszedł w nią wolno, a ona rozkoszowała się przyjemnością jaką jej sprawiał. Kochali się dwie godziny. Eva
obudziła się naga przy Dave’ie.
- CHOLERA! NIE NIE NIE NIE! PIERDOLE NIE!!! – Szybko wbiegła
do łazienki, umyła się i ubrała.
Dave stał w samych spodniach przy balkonie.
- Jak ja mogłam.. – chłopak się odwrócił.
- Nie podobało się? - zapytał.
- Weź spadaj. Nie mogę tak! Ja cie kurwa nawet nie znam!
- Oj już dobrze znasz. – Eva się rozpłakała. Dave podszedł
do niej i ją przytulił. – Kocham cię.
Dziewczyna momentalnie się od niego oderwała. – SŁUCHAM?!
- Kocham cię. Spodobałaś mi się w samolocie, ale jednak
czuję do ciebie coś więcej. Kocham cię.
Eva nic nie odpowiedziała.
________________________________________________________________
Hmmm zmieniam trochę. Nie będzie to takie smutne i tragiczne i wgl. łeee. Słuchałam akurat Call Me Maybe i tak wyszło, że zmieniam na 'radośniejsze' haha. Serio nastrój rozdziału zależy od piosenki jakiej słucham. Pozdrawiam. :D Sorry za kawałek 18+ , ale jakoś tak...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)